07.11.2016

Dziś dotarło do mnie, jak bardzo mi brakuje...

...lata. Upałów. Choć mamy wtedy w domu duchotę niesamowitą, chciałabym już znów móc wyjść z domu bez zarzucania na siebie, na dziewczyny kilku warstw. Bez przeszkadzających w jedzeniu rękawiczek na rączkach. Bez czapek, szalików. Wstać z łóżka i po prostu wyjść, w piżamie nawet, na ogród. Ach, jak bym chciała...


W miniony weekend sprzątaliśmy ogród. Zabawki i sprzęty dziewczyn złożone czekają na schowanie. Przezimują w garażu i dopiero późną wiosną, gdy znów ciepło się zrobi, zostaną zamontowane z powrotem. Drzewa prawie całkowicie już wyłysiały z liści. Krzaczki malin nie mają ani jednej czerwonej, słodkiej kuleczki. Ostatnie jabłko zerwane zostało z jabłonki. Wyciągnęłam dziewczynom z szafy kombinezony zimowe, spodnie ocieplane, śpiwory wózkowo-sankowe. Bo rano zero stopni.. I niby lubię zimę, bo śnieg, bo Święta, bo Nowy Rok, potem ferie. Ale dzisiaj, wychodząc z domu i oczekując na siostrę tak zmarzłam, że zamarzyło mi się lato.. Patrzyłam na tą pustą, zimną ulicę i przypomniałam sobie, jak jeszcze chwilę temu Tin z koleżankami/kuzynkami/kolegami rysowali tutaj kredą, biegali i skakali, a my obserwując ich, próbowałyśmy się schować w cieniu domów..

Niecierpliwie czekam aż znów będzie można spakować w torbę jedzenie, picie, zabawki i pójść na pół dnia na ogród. Basen rozstawić, w piaskownicy się bawić bez szczękania zębami z zimna. Spędzić na dworze cały dzień, a nie po godzinie czy dwóch marzyć o powrocie do domu i gorącej herbacie..


Ale jeszcze tylko jakieś 170 dni i znów będzie ciepło.


0 komentarze:

Prześlij komentarz