08.02.2017

Kraina Św. Mikołaja w Deli Parku - relacja

Do Krainy Świętego Mikołaja w Deli Parku wybrać się mieliśmy przed Świętami... Koniec listopada, początek grudnia. Taki był plan. Wtedy też bilety kupiliśmy, jednak dziewczyny się rozchorowały... Ale co się odwlecze to nie uciecze. Pojechaliśmy wraz z początkiem lutego - czyli zimowych ferii.


W Deli Parku kiedyś już byliśmy - latem półtora roku temu. I to była zdecydowanie lepsza wycieczka, jeśli ma się w planach spędzić tam więcej czasu. Byliśmy wtedy jakieś pół dnia, jak nie dłużej. Powoli obeszliśmy cały teren, obejrzeliśmy wszystko dokładnie, Tin z kuzynką szalały na placu zabaw, potem szalały w kulkach, zjedliśmy pyszny obiad... A teraz? Szybko, szybko idziemy dalej, bo zimno, a jakby tego było mało cholernie ŚLISKO! Ścieżki oblodzone, niby posypane piaskiem ale były miejsca gdzie nie dało się nie poślizgnąć... Torpedą przeszliśmy cały teren i do pomieszczenia gdzie są kulki, aby się ogrzać. Jednak tam jakoś specjalnie ciepło to też nie było... Bez kurtek okej, ale po zdjęciu butów nogi marzły.








Przyjechaliśmy po południu. Światełka wrażenia nie zrobiły. Bardziej skupialiśmy się na tym, aby nie połamać nóg na ślizgawicy, niż na podziwianiu kolorowego, świątecznego oświetlenia... W mgnieniu oka przeszliśmy do Podniebnej Wioski i jeszcze szybciej wróciliśmy w rejon kas. I dawaj - na świetlicę! I w sumie to tam najwięcej czasu spędziliśmy, jak prawdopodobnie większość rodzin które do Deli Parku przyjechały. Bo teren zewnętrzny parku świecił pustkami, a w świetlicy trochę ludzi było...





W środku było ciepło na tyle, że można było zdjąć kurtki, ale swetrów już nie. Po zdjęciu butów celem pójścia do kulek, nogi marzły... Kiedy zwolniła się więc "loża" przy dmuchawie, zajęliśmy ją czym prędzej.



W świetlicy stał Pan Mikołaj bez jednej ręki i pingwinki. Z całego parku w tamtym momencie to ta ekspozycja najbardziej się nam spodobała - najładniej te światełka tutaj wyglądały...



Kiedy byliśmy tu poprzednim razem nie widzieliśmy lemurów. Może ich nie było wtedy, a może nie zwróciliśmy uwagi, za to teraz się dziewczyny naobserwowały ich za wszystkie czasy. Dwa lemurki, które do samej szyby podchodziły...


W pewnej chwili przyszły panie, które robiły zwierzątka z balonów i malowały dzieciom buźki. Dziewczynom spodobało się wtedy jeszcze bardziej! A przynajmniej Tin. Ona uwielbia malowanie buziek...


Nie wiem jak długo tam siedzieliśmy. Jak postanowiliśmy wracać do domu zaczęło się już ściemniać i wtedy...


...wtedy dopiero cała piękność Krainy Mikołaja się ujawniła.


Byliśmy już zbyt zmarznięci aby jeszcze raz po Parku się przejść. Dziewczyny najmłodsze niewyspane, marudzące... Więc tylko trochę popatrzyliśmy, na to co z brzegu było. A było przepięknie!



Pewnie za rok też się wybierzemy (o ile znów światełka zorganizują). Ale koniecznie przed Świętami, żeby nastrój odpowiedni był (oby na przyszłość jakoś bardziej zabezpieczone śliskie miejsca na ścieżkach były...). I koniecznie po zmroku, bo dopiero wtedy widać, jakie to przepiękne jest...


(Deli Park nie jest typowo poznańską atrakcją, ale leży całkiem niedaleko miasta - w Rosnówku. Jakieś 15km od naszego domu)



0 komentarze:

Prześlij komentarz