24.02.2017

Nie wyobrażam sobie życia bez nawilżacza...

Był taki czas, że nie było go jeszcze w naszym domu, a ja wtedy nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo go potrzebuję. Sezon grzewczy bez niego to udręka... Oj nawilżaczu, jak mogłam cię kiedyś nie mieć?


W naszym domu nigdy nie było czegoś takiego, jak higrometr. Kupiliśmy go dopiero jakieś trzy lata temu (?), czy coś koło tego. Niedługo po tym, jak pożyczyliśmy nawilżacz powietrza do pokoju Tinci. Swoją drogą - to było pierwsze i nieudane do niego podejście. Postawiliśmy go na jakimś niskim stoliczku, a to był wiekowy już nawilżacz i zrobił nam na podłodze ogromną mokrą plamę... Poszedł do pudła i do piwnicy. Aby sezon później znów dostać szansę...


Dwa lata. Gdzieś mniej więcej tyle praktycznie dzień w dzień od początku sezonu grzewczego aż do końca, jest włączony nawilżacz. W tym roku stary pożyczony zamieniliśmy na nówkę sztukę. Jakiś "no name" z alledrogo, jeden z tańszych, bo początkowo miał być tylko do pokoju dziewczyn, a w praktyce okazało się, że to niepotrzebne. Bo doskonale nawilża także u nich, gdy stoi w salonie. Także dopiero od dwóch lat wiem, jak bardzo go potrzebujemy. Jak wiele daje odpowiednio nawilżone powietrze. W obecnej chwili jestem już chodzącym higrometrem i nie muszę nawet na niego patrzeć by wiedzieć, że strzałka nieuchronnie zbliża się do "czterdziestki". A najfajniejszy klimat u nas panuje, gdy jest powyżej "pięćdziesiątki". Wtedy aż się chce oddychać...

Kiedy ma się już ten nawilżacz w domu i na własnej skórze doświadczy się idealnego powietrza, to każde zbliżenie się do dolnej granicy optymalnej wilgotności, od razu czuć. Mnie wtedy zaczyna momentalnie drapać w gardle. I wystarczy kilkanaście minut nawilżania powietrza, aby to odczucie odeszło w niepamięć. Także na dzień dzisiejszy nie potrafię sobie już wyobrazić sezonu grzewczego bez nawilżacza. Na prawdę dużo on daje.

_____
A Ty używasz? :)


0 komentarze:

Prześlij komentarz