21.02.2017

Syndrom pierwszego dziecka

Masz dziecko. Jedno, jedyne, wychuchane, zamknięte w złotej klatce niemalże. Obchodzić się z nim trzeba jak z jajeczkiem. Tak myślisz. Czyścisz więc podłogę pięć razy dziennie, bo czasem nie zauważysz, że jak coś mu spadnie to podniesie to i zje. Jak zauważysz, to zabierasz. Skrupulatnie przyrządzasz posiłki tylko według schematu żywienia odpowiedniego do wieku. Jedzenie zawsze pokrojone na kawałeczki, którymi nie sposób się zakrztusić - tak w razie czego. Wycierasz łapki z częstotliwością raz na pół godziny, żeby tylko brudnych do buzi nie wziął...


Butelki zawsze wyparzone/wysterylizowane. Smoczek upadnie na podłogę? Pod wrzątek go. Zabawki raz w tygodniu w pralkę, albo do miski z wodą i delikatnym preparatem dla niemowląt. Każda zmiana pieluszki łączy się z użyciem kremu na odparzenia - mimo, że odparzeń nie ma. I nie możesz się doczekać, kiedy nastąpi kolejny etap. Gdy leży - kiedy już będzie się turlał? Gdy się turla - kiedy będzie raczkował? A gdy raczkuje - kiedy będzie chodził?

Przyznać się, kto tak miał? :)
Ja tak. Może nie w jakimś giga stopniu, ale bardzo dbałam o to, by podłoga zawsze była czyściutka gdy Tin zaczęła już czworakować. Nie sterylizowałam jej, ale co wieczór leciałam z mopem na mokro. Okruszki zbierałam, żeby nie zjadła czasem z jakimiś fafołami.
Oli tak nie ma. Oli nauczyła się, że jak coś jej upadnie na podłogę, to może to zjeść. Chyba że minęły trzy sekundy i zdążyłam podnieść, to nie zje. Ale nie lecę na złamanie karku, żeby jej to zabrać. Czasem trafi się coś, co jest niezjadliwe. Albo to rzeczone jedzonko wpadnie nieszczęśliwie w jakiś wywiany przy otwartych oknach spod szafki kawałek kurzu. Gdy Oli to przypadkiem zje, przychodzi wypychając językiem z buzi i mówi, że ma BE. Z reguły jednak nauczyła się już tak, że jak widzi coś podejrzanego na ziemi to podnosi to i przynosi mi mówiąc, że BE.
Tak, bo nie odkurzam już podłóg jak to było przy Tin. Nie chce mi się. Odkąd mam odkurzacz (kiedyś nie miałam), to raz dziennie przelecę nim wszystkie podłogi, ale mopem robione jest może raz na tydzień, albo i rzadziej...
Oli nie ma wycieranych na mokro rączek. Chyba że widać, że ma brudne. Albo gdy przychodzi z wyciągniętą rączką mówiąc, że ma BE - wtedy wiadomo. Smoczkami rzuca dalej, niż widzi. Taki nowy sport. Turla je po podłodze. Rzuca pod nogi Tin i ona nieraz je nadepnie. Dopóki jednak nie przyjdzie z tym smoczkiem pokazując, że ma na nim BE, to nie reaguję. Bo i po co.
O praniu i czyszczeniu zabawek może pisać nie będę. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz to zrobiłam.
Butelki. Początkowo, przy noworodku, sterylizowało się codziennie, od jakiegoś czasu dużo, dużo rzadziej. Raz na tydzień może... Krem pupkowy używany jest czasem na noc, jak mi się przypomni i go uszykuję po kąpieli, jak nie to nie. W ciągu dnia wcale. Oli je jabłko w całości. Jabłko, które Tin wzięła, umyła i jadła. Bo Tin często tak robi, że obgryza niecałe. Zje dookoła dopóki ma skórkę. I chce kolejne. Tin lubi skórki. Więc to co zostaje, przejmuje Oli i skrobie swymi zębolkami. Czasem połknie jakiś kawałek skórki, ale czy to ważne.. Oli tak zjada wiele rzeczy. W sposób, w jaki było dla mnie nie do pomyślenia z Tin w tym wieku.

I nie to, że teraz tak się nie czeka na te zmiany. Na pierwsze kroki czy pierwsze słowa. Ale teraz czas pędzi po stokroć szybciej i nie sposób nawet się zastanowić, kiedy coś będzie robić. Nagle widzisz, że ten brzdąc już raczkuje. Już wstaje. Już chodzi! I zamiast się cieszyć, że nareszcie - cieszysz się też, ale pytasz się siebie jak to możliwe, że to już?


A Oli za chwil kilka skończy 15 miesięcy... Jak to możliwe?


0 komentarze:

Prześlij komentarz