10.03.2017

Kiedyś dzieci jeździły bez fotelików...

...kładły się na tylnej kanapie samochodu gdy chciały spać. Machały kierowcom innych pojazdów przez tylną szybę. Nigdy nie były ścierpnięte, bo mogły się rusza jak chciały.. Kiedyś sporo samochodów nie miało z tyłu pasów, więc nie trzeba było ich zapinać. I żyjemy!

No właśnie - my żyjemy. Ale ile dzieci z tamtych czasów nie żyje? W przypadku wypadku nie miały one szans... Najmniejszych szans. W zderzeniu, z prędkością jadącego samochodu przelatywały przez przednią szybę. Chociaż kiedyś przecież było inaczej - nie było tylu samochodów, nie było takiego ruchu na drogach. Ale w Maluchu czy innym tego typu samochodzie i tak nikt nie miał zbyt wielkich szans na wyjście z wypadku bez szwanku... Nie to, co teraz. Technologia idzie do przodu z każdym rokiem. Teraz mamy samochody z poduszkami powietrznymi, ze strefami zgniotu i obowiązkowo zapinamy w nich pasy bezpieczeństwa. Mieliśmy wiele szczęścia, że nie uczestniczyliśmy w wypadku te kilkanaście lat temu. Tylko czy tyle szczęścia będą mieć też nasze dzieci?

Teoretycznie tego nie sprawdzimy, bo w dzisiejszych czasach nie wolno jeździć bez pasów, a dzieci do mniej więcej 12 roku życia muszą być w fotelikach. Praktycznie, spory odsetek rodziców postanowił jednak sprawdzić, czy ich dzieci też będą szczęściarzami i przeżyją swe dzieciństwo. Są na to sposoby i to nawet kilka... Jednym z nich jest sadzanie dzieci w marketowych fotelikach. Takich za 100 czy 200 złotych. Sprzedają, to znaczy że jeździć w tym można - ilu rodziców tak myśli? No mnóstwo... I jeszcze polecają te fotele.

Bo u nas się sprawdził, wygodny, dziecko się nie poci.
Dobra, dobra - ale czy mieliście wypadek? Czy wiecie, jak się ten fotel zachowa w razie zderzenia? Czy ochroni dziecko?
Nie. Nie mieliśmy wypadku, ale my jeździmy bezpiecznie, to co się może stać?
Wy jeździcie bezpiecznie. Ale wariatów drogowych nie brakuje... Możesz dostać jadąc osiedlową drogą, powoli i ostrożnie....

Nic mnie tak nie wkurza jak polecanie fotelików, bo się sprawdziły. Nie, nie sprawdziły się! Nie miały jak się sprawdzić jeśli wypadku nie miałeś. Dziecko w nim jeździło i tyle, ale jakim prawem polecać będziesz ten fotel dalej, skoro nie wiesz czy dziecko jest w nim bezpieczne? Weźmiesz odpowiedzialność za śmierć innego malucha?
Dziś już można zobaczyć, co się dzieje z tanimi fotelikami, które dopuszczone są do sprzedaży tylko na podstawie homologacji. Youtube pełne jest crash testów. I fotelików, które rozpadają się przy zderzeniu. Którym działająca w tamtym momencie siła wyrywa pasy. Fotelików koziołkujących razem z dzieckiem... Fotelików, które skazują dziecko na pewną śmierć w razie wypadku.

Tak samo poddupniki. Niby powyżej jakiegoś wieku, jakiejś wagi można. Niby... Bo w praktyce taki poddupnik w ogóle dziecka nie ochroni gdy coś uderzy w bok naszego auta. Dziecko nie ma szans... Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem przesadzanie dziecka na poddupnik kiedy mogłoby spokojnie jeździć w foteliku. Wyrosło wzwyż? To kup kolejny. Są takie, w których można podróżować do 160cm wzrostu...

Kolejny absurd, to wożenie dzieci w kurtkach. To zimowa plaga... A wystarczy prosty eksperyment - zapiąć dziecko w kurtce, rozebrać i zapiąć bez przy takim samym naciągnięciu pasów. I gołym okiem widać, że te pasy nie są wcale naciągnięte... Że w razie wypadku dziecko wystrzeli z fotela jak z procy - bo kurtka go nie chroni. Jest śliska poza tym. Nie trudno się z niej wysunąć...

Mieliśmy wiele szczęścia. Nie tylko jako dzieciaki, ale też teraz - wożąc małą Tincię. Tincia przesadzona została krótko przed roczkiem do fotela 9-36. Do fotela z gwiazdkami Adac, jak nam się wtedy wydawało - jednego z najbezpieczniejszych. Nikt nas wtedy nie uświadomił, że takie małe dzieci nie powinny jeździć przodem do kierunku jazdy. Że anatomicznie przecież niewiele się różni roczniak od półroczniaka - nadal ma ogromną główkę, która w razie wypadku w najgorszym przypadku może doprowadzić do jego śmierci. Albo spowodować, że stanie się rośliną do końca życia... Wystarczy podręcznik z anatomii małego człowieka by zobaczyć, że tak małe dziecko nie jest gotowe na jazdę przodem.

Tin, obecnie lat pięć i pół, waga 19kg, wzrost około 130cm - jeździ więc w fotelu 9-36. Fotelu, który będziemy jej za chwilę zmieniać, bo z niego wyrasta... Przymierzamy się do tej zmiany już jakiś czas. I niejeden raz spotkaliśmy się ze zdziwieniem, że Oli nie wsadzimy w ten fotel. Przecież już dawno ma 9kg, więc pasuje...

Nie jestem specem. Nie współpracuję z żadnymi sklepami, stronami, producentami foteli rwf, co zostało mi wypominane. Za to jestem otwarta na nową wiedzę. Potrafię czytać i myśleć. Analizować i wyciągać z tego wnioski. I po kilku miesiącach szukania informacji i przemyśleń ostatecznie ustaliliśmy, że gdy Oli wyrośnie z grupy 0+, będzie jeździć nadal w fotelu montowanym tyłem. Bo jest jeszcze zbyt małym dzieckiem, by zaryzykować jej życie. Bo mimo że statystycznie najwięcej jest zderzeń bocznych - to jednak w tych zderzeniach i tak ktoś uderza przodem. 50% szans że to będziecie wy. Bo mimo że statystycznie sporo jest najechań na tył auta, to jednak te są dużo delikatniejsze niż zderzenia czołowe. I tu kłania się fizyka - dlaczego przy tej samej prędkości zderzenie od tyłu będzie mniej bolesne w skutkach niż gdyby rąbnęło się przodami... A ja jednak wolę moją Oli ze złamanymi w razie czego nóżkami gdyby jakieś auto uderzyło nam mocno w tył, niż nie mieć jej wcale przy czołówce. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Więc dbam o jej bezpieczeństwo w każdej sytuacji, na tyle na ile się da.

Ps. Oli już podczas pierwszej jazdy samochodem ze szpitala do domu dała dobitnie znać, że ona tego nie lubi. Nie cierpi wręcz... Płacz, czy też może bardziej histeryczny ryk, to był nieodłączny element podróży. Ograniczaliśmy to do minimum więc. Tylko wtedy, kiedy na prawdę trzeba. Bo tak płakała, że aż do zwymiotowania... Można by rzec - nie lubi jeździć tyłem. Ja jednak powiem: nie lubiła patrzeć w sufit. Po 14 miesiącach samochodowego horroru, kiedy to fotel rwf w naszym aucie się znalazł, dziecka nie ma. Obserwuje świat za oknem, uśmiecha się do siostry siedzącej na fotelu obok, bawi się doczepioną pluszową zabawką... A w aucie nareszcie słychać radio.

Ps2. Często się słyszy, nie stać mnie na fotelik... I dotyczy to zarówno rwf jak i fwf (ile się widzi kilkulatków na poddupnikach, czy też w byle jakich fotelikach, albo kilkunastoletnich po dużo młodszym kuzynostwie...). Porządne fotele zarówno przodem jak i tyłem, swoje kosztują. I aż chciałoby się wtedy rzec - nie stać Cię na fotelik, a na pogrzeb dziecka będzie Cię stać? Przecież to też niemało kosztuje...


0 komentarze:

Prześlij komentarz