14.03.2017

Nie zaufałam jej...

Kolejny raz jest tak samo. Nie posłuchałam, choć kiedyś już było niemalże identycznie i skończyło się tak samo... Nie zaufałam jej...


Godzina 7, dzwoni budzik. Z tinciowego łóżka słychać oznaki budzenia się, ale nikt z pokoju nie wychodzi. Zamiast tego wołanie. Że źle się czuje... Boli ją głowa i paluszek. I kostka od nóżki. Nie chce jej się wstać - pierwsza myśl. Temperatura w porządku. Kataru brak, wszystko wygląda okej. No nie ma to tamto, wstajemy, do przedszkola trzeba iść. Ale ona nie chce...

Jako że ostatnio chodzi tam bez jakiegoś większego entuzjazmu (pewnie przez to, że tak rzadko..) uznałam, że to jest powodem tego narzekania porannego. Wyszłyśmy z domu, było okej. Rozmawiała, jak zawsze. Przed wejściem do budynku pytam, czy dobrze się czuje. Stwierdziła, że boli ją tylko paluszek. Poszła...

Godzina 14. Wracamy do domu. Rozmawiamy znów jak zawsze, wszystko wygląda okej. Wracamy do domu, jemy obiad i idziemy na chwilę pobawić się do ogródka.

Godzina 17:30. Przysiadła na moment, zapytała czy może pograć na tablecie. Włączyła go i po chwili na jej słodkiej buźce pojawiły się wypieki... Odkłada tablet. Chce się położyć pod kocem. Zasypia w mgnieniu oka. Termometr pika i razi po oczach czerwonym kolorem.
Gorączka. Znowu.
Dwa dni przedszkola. Mam dość. Serio, dość.


0 komentarze:

Prześlij komentarz