05.04.2017

BLW - czyli kto to posprząta?

Oli na początku jadła papki. Obiadki ze słoiczków czy też blendowane i przecierane przez sitko. To tak zupełnie na początku. Potem duszone widelcem. Dość szybko jednak zaczęła jeść kawałki. I jakoś tak naturalnie przyszło, że gdy zaczęła je jeść, dostawała widelec do ręki i jadła samodzielnie. Nie karmiliśmy jej. No, czasem widelec podawała żeby jej nałożyć na niego nową porcję. Wszystko ma podawane w kawałkach. Oli nie należy do dzieci, które zrzucają talerz z obiadem na podłogę, więc mogę jej bez obaw dać.


Ale do rzeczy, do czego zmierzam - ostatnio tak mnie natchnęło, kto wymyślił w ogóle tą metodę jedzenia... Musiała to być osoba niezrównoważona! Czemu nie ma odgórnie nakazu - dzieci do lat trzech czy czterech karmić widelcem? Nie dawać obiadu do rąk? Pilnować przy posiłku, nie pozwalać robić z jedzeniem nic innego niż tylko wkładać do buzi? Siedziałam na przeciwko jedzącej Oli, patrzyłam co ona wyprawia i tak mnie natchnęło na myślenie... Czemu ja jej ten obiad właściwie na tacce stawiam. Czemu nie położę go pół metra od niej i nie będę karmić. Czy ja nie mam co robić? Jak ja ją wyszoruję, kolejny raz, wszystko do mycia, ona, krzesełko, podłoga... Włosy posklejane. Maseczkę sobie nawet zafundowała, nie tylko na włosy ale i na buźkę. Pomidorową. Odżywcza, nie ma co. Znowu tyle do sprzątania... Oli pod prysznic się kwalifikuje, krzesełko zresztą też. Wszystkie ciuszki do prania. Podłogę na mokro przelecieć trzeba. Kto to w ogóle wymyślił...


No i tak... Wyjmuję ją z tego krzesełka, gdy się już naje. Uśmiechnięta taka i szczęśliwa. Szoruję wstępnie chusteczkami. Później pod kranem. Przebieram. Myję krzesełko, podłogę... W myślach powtarzam sobie, że jutro karmię! Ale przychodzi jutro, sadzam ją i znów stawiam przed nią jedzenie. Tyle frajdy jej to sprawia. Tyle ją to uczy. No i pozwala mi zjeść ciepły posiłek równocześnie z nią. Nie, jednak z tego nie zrezygnuję...


Opublikowane w kategorii

0 komentarze:

Prześlij komentarz