18.06.2017

Świat youtube...

Miałam kiedyś kanał. Nie ten, na którym recenzje się pojawiają, a zupełnie inny. Wrzucałam tam od czasu do czasu filmy z naszej codzienności. I było dobrze. Aż pewnego razu wszystko się zmieniło...




Tamten mój kanał, nieistniejący już tak w ogóle, bo przeszedł gruntowną metamorfozę - stał się obecnie jednym z najszybciej zarabiających moich stron. Dlaczego? Bo wrzuciłam tak kiedyś Stikeezy z Lidla. Zalała mnie fala odbiorców w wieku lat 10, w ciągu kilku dni narobili setki tysięcy wyświetleń, a ja przez moment zaczęłam się zastanawiać - czy dobrze zrobiłam, że to tam wrzuciłam..? Czy nie lepiej było na Dzieciaki? Szybko doszłam do wniosku, że nie byłoby lepiej. Bo ci, którzy przyszli na kiedyśniejszy kanał Agi Vlogi, to nie jest grupa odbiorców Dzieciaków. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, co z tym kanałem zrobić jak już czas Stikeezów minie. Zaczęłam zaglądać do innych osób - tych, którzy pojawiali mi się w proponowanych filmach bo też mieli Stikeezy z Lidla. A tam - pełno bajek. Bajek, w którym główne role grały zabawki: figurki jakieś, czy Stikeezy... Bajek, których się aż nie chciało oglądać, tak bezsensowne. Największy szok przeżyłam, że tego typu bajki zaczęły pojawiać się także na kanałach, które wcześniej prezentowały produkty dla dzieci - na kanałach podobnych do naszych Dzieciaków. Zwaliła się do nich masa dzieci, które z tego co zaobserwowałam, lubią takie rzeczy oglądać. Dzieci w wieku lat około 10 - czyli publika, która i do nas przybyła. Dzieci, które nijak nic nie wyniosą z filmów z recenzjami zabawek, bo przecież nie oni sobie te zabawki kupują. Ale nabiją wyświetlenia. Podniosą znacząco liczbę subskrybcji kanału. I tak mnie natchnęło na przemyślenia. Do czego można się posunąć, byle tylko te subskrybcje i wyświetlenia sobie nabić. Nie chciałabym, żeby zaspamowały mi dzieci (czy to już nastolatki?) kanał z recenzjami tylko dlatego, żeby wyświetlenia wzrosły. A wzrosłyby z pewnością ogromnie. I nie chciałabym, żeby pisali mi tam komentarze, jakie piszą obecnie na tym kanale. Podają swoje adresy! Czaicie to? Adresy, numery telefonów upubliczniają, żeby tylko im figurkę wysłać. Nasz najpopularniejszy stikeezowy film ma w chwili obecnej prawie 200 tysięcy wyświetleń i 146 komentarzy. A najpopularniejszy dzieciakowy film ma 39 tysięcy wyświetleń. Różnica więc jak widzicie, kolosalna. Jednak do czego zmierzam: przeraziła mnie ilość nieletnich poruszających się po internetowym świecie i wystawiających na widok publiczny swoje dane osobowe. Numery telefonów, adresy... W pierwszej chwili przeraziła mnie też droga, którą poszły kanały podobne do nas, byle tylko zdobyć więcej wyświetleń i subskrybcji - bo widzami to ich nazwać raczej nie można, skoro oglądają tylko określony rodzaj filmów, a te główne, początkowe filmy z kanałów nie cieszą się już taką popularnością... Czyż to nie robi się po prostu śmietnik..?

Ps. A może mało jeszcze widziałam..
Ps 2. Rozpisałam się, a miała być to tylko drobna historia naszego nowego youtubowego kanału. Bo lubię gadać i musiałam jakiś nowy do vlogów stworzyć, skoro tamten się już nie nadawał :) Zapraszam Was tam, do naszego codziennego świata - KLIK.


0 komentarze:

Prześlij komentarz