17.07.2017

Jestem z siebie dumna.

Zrobiłam to, co sobie zaplanowałam. Dwa tygodnie codziennych wpisów na Dzieciakach! Wczoraj minęły. Dziś robię sobie przerwę, bo w czasie drzemki Oli zamiast nagrywać z Tin, położyłyśmy się pod kocykiem przed tv na chwilkę tylko, a mnie się oczy zamknęły...


I tym sposobem dzień dzisiejszy pozostaje bez wpisu (tam, bo dla odmiany pojawia się tu), ale to nie istotne. Cieszę się, że wytrwałam w swym postanowieniu! Jeśli spojrzycie na ilość publikacji w podziale na miesiące na Dzieciakach, to zrozumiecie o co mi chodzi ;) W tym miesiącu będzie ich dużo. Wkręciło mnie to na maksa! A na dodatek obserwowanie, jak fantastycznie rosną statystyki dzięki codziennym wpisom. Rosną zdecydowanie dużo szybciej, niż wcześniej. Bardzo mnie to cieszy. Jestem z siebie niezwykle dumna, choć często chciało mi się już tak spać, że miałam ochotę nie pisać. Nie przygotowywać filmu na kolejny dzień. Ale zrobiłam to. I teraz mam w planach robić tak dalej. Codziennie recenzja. Książek i zabawek wystarczy prawdopodobnie na cały rok codziennego pisania :) A w między czasie jeszcze są nowe.

Idąc za ciosem, poczyniłam kolejne plany. Trochę blogowe i nieblogowe. Moja kiepska silna wola tym razem wygrała nad lenistwem, mam nadzieję że dalej też będzie górą! Trzymajcie kciuki :)



Ale dziś odpuszczamy. Dziś potrzebowałam tego przymknięcia oczu w czasie drzemki. A Tin kochana jest, bo leży sobie wtedy obok mnie, ogląda baję i nie budzi mnie. Chyba że coś chce, to delikatnie mnie szturcha i pyta po cichu do ucha ("mamoooo, a mogę ajsa* zjeść?"). Obiadu nawet nie zrobiłam, na szczęście Oli była dziś wyjątkowo łaskawa w swym marudzeniu i tylko przez chwilę musiała mi na kolanach posiedzieć. Szybko poszła z Tin się bawić, a ja mogłam usmażyć kuraka do tortilli i sos zrobić i warzywa pokroić. I w między czasie jeszcze pomidora przerobić na sos i makaron ugotować, bo nie wiedziałam czy Oli tortillę zje...
A później poszliśmy na rowery. I na ogród się bawić. Bucky wymagał porządków klatkowych, więc po powrocie zbudowałyśmy mu w pokoju wybieg i Tin go pilnowała, a ja sprzątałam klatkę. W między czasie prawie go Tin uśmierciła decybelami... Jak odpaliła wieżę i podkręciła (przypadkiem rzecz jasna) głośność, tak Bucky przestał się ruszać. Siedział w miejscu i ani drgnął. Jak nigdy pozwolił się Tin głaskać i nie uciekał! Myśleliśmy, że go zabiła... Na szczęście to chyba było chwilowe ogłupienie, bo jak się zerwał do biegu gdy przyszłam go szturchnąć, tak zatrzymał się na drugim końcu wybiegu dopiero. Później, już w klatce przeprowadzaliśmy test nagłych dźwięków i Bucky jak zawsze gdy się coś głośniejszego wydarzy chowa się do domku, tak teraz też to robi. Czyli słyszy. Czyli nie uszkodziła go ufff...

________
Ajs = lód. Używamy kodu, bo Oli na hasło "lód" albo "loda", ustawia się pierwsza w kolejce przed zamrażarką powtarzając DODA, DODA.

0 komentarze:

Prześlij komentarz